niedziela, 25 listopada 2012

PART 1 Another bottle down

Zapewne w chuj błędów, no ale.
Btw. nah, nah, pozwolenie od autorki jest!


                            ODCINEK 1 -ANOTHER BOTTLE DOWN 





Nikt nic nie mówił ani nie proponował, więc po prostu wypiliśmy kilka drinków, coś zjedliśmy, a następnie udaliśmy się do fanów, którzy czekali kilka godzin by nas zobaczyć. Zrobiliśmy kilka zdjęć, daliśmy autografy, a potem poszliśmy do naszego busa.
Wszyscy zaczęli coś pić, a ja po prostu nie byłem w odpowiednim nastroju, ale nie chciałem zostać wyśmiany i nazwany cipą przez Bena, więc po prostu usiadłem na kanapie podczas gdy każdy pił i tak zwanie tańczyli, ale to po prostu wyglądało jakby się o siebie ocierali. Nawet nie wiem kiedy przyprowadzili te panienki do naszego busa.
Ale nie miałbym nic przeciwko gdyby to Ben tak tańczył ze mną oczywiście. Nie mogłem przestań o nim myśleć. Odwróciłem od niego wzrok by choć na chwilę nie mieć go w myślach.
Dlaczego to musiał być on? Dlaczego nie ktoś kto by chciał mnie pokochać? Czy to tak wiele?
Myślę, że tak.

Następne co pamiętam, to Ben siedzący mi na kolanach, który zaczął chichotać i powiedział:
-Hej Danny, haha, myślę, że siedzę na tobie – wybełkotał, po czym posłał mi mały uroczy uśmiech przez który tak bardzo chciałem go pocałować, ale prawdopodobnie on wtedy wyzwałby mnie od świrów i już nigdy by się do mnie nie odezwał ponownie.
Więc po prostu zamiast tego, spojrzałem na niego, a potem zdałem sobie sprawę, że patrzyłem na niego od dłuższego czasu i nie odpowiedziałem na jego pytanie. Tak, świetnie Danny.
-Haha, tak, domyślam się, że bardzo dobrze się bawisz? - zapytałem go.
-Tak, pieprzyłem się z mnóstwem dziewczyn i jedna mi obciągnęła.
Uśmiech zszedł z mojej twarzy kiedy pomyślałem o jakiejś blondynie, która miała szansę z nim być. Miała szczęście suka.
Ben spojrzał na mnie zasmucony.
-Co się stało, Danny? Cały czas jesteś smutny, nie tańczyłeś, a nawet nie skończyłeś pierwszego piwa.
Wymamrotałem coś w nadziei, że pijany Ben po prostu mnie oleje i kurwa wróci do jakiejś dziewczyny, ale mój plan się nie powiódł.
-Ty zawsze dużo pijesz kiedy mamy imprezy i pieprzysz dużo lasek. Wszystko w porządku? - To było słodkie, że Ben myślał o mnie, ale przecież nie mogę mu powiedzieć: oh, tak, nic nie jest w porządku, bo chcę cię pieprzyć, ale nie mogę, bo nie jesteś gejem, więc po prostu powiedziałem:
-Tak, wszystko w porządku.
I wtedy...Ben przystawił swoje usta do moich. To nie był pocałunek z tych jakie czasem odstawialiśmy na scenie. Tym razem było...powoli.
Jego ręka spoczęła na tyle mojej głowy, więc nie mogłem się odsunąć nawet gdybym chciał, a uwierzcie mi, że bym tego nie zrobił.
Jego druga ręka wsunęła się pod moją koszulkę i zaczęła pocierać moją klatkę piersiową.
Jęknąłem kiedy Ben zaczął tworzyć ścieżkę z pocałunków na mojej szyi, a jego ręka powędrowała do moich jeansów i rozpiął klamrę mojego paska. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego co się dzieje i odepchnąłem od siebie Bena. Nie dlatego, że nie chciałem, ale dlatego, że nie chciałem wykorzystać Bena kiedy nie był świadomy swoich czynów.
Spojrzałem na twarz Bena, która była kilka centymetrów od mojej. Wyglądał smutno i aż mnie to zabolało.
-Dlaczego mnie odepchnąłeś? - zapytał brzmiąc jak małe dziecko kiedy zrobiło coś złego. - Nie lubisz mnie?
Świetnie, właśnie poczułem się jak gówno.
-Ben, to nie tak. Tylko, że będziesz żałować tego rano. Zaufaj mi – powiedziałem.
-Nie, chcę cię teraz – usiadł na moich kolanach i znów zaczął całować moją szyję, z której przechodził coraz niżej. Powtórnie poczułem jego boskie usta na sobie jakby były stworzone by tam być. Ale nie mogłem do tego dopuścić, nawet gdybym bardzo chciał.
-Nie, Ben. Nie obchodzi mnie jak bardzo chcesz. Nie chcę cię wykorzystać.
Zrzuciłem Bena ze swoich kolan, a następnie opuściłem nas autobus.
Potrzebuję trochę przestrzeni. Muszę pomyśleć.
Czuję się okropnie. Przez te kilka godzin chodziłem bez kurtki i ciągle odtwarzałem to co stało się między mną a Benem. Dlaczego go odepchnąłem kiedy pragnąłem go tak bardzo?
Tak, oficjalnie jestem idiotą.
Nie chciałem wracać do naszego busa, nie chciałem zobaczyć twarzy Bena lub kogokolwiek z zespołu, więc dzięki Bogu miałem przy sobie portfel i zatrzymałem się w jakimś zaniedbanym hotelu. Ale...to tylko jedna noc.

1 komentarz: