Ale... odcinek trochę dłuższy :D
~
ODCINEK 2 - SELF DESTRUCTION IS SUCH A
PRETTY LITTLE THING
Ben's pov
Dlaczego Danny mnie odepchnął?
Myślałem, że mnie lubi. Dobrze, byłem pewien, że lubi mnie jak
cholera, a ja nawet nie byłem tak pijany, że można by to nazwać
wykorzystaniem.
Zastanawiam się gdzie poszedł. Pewnie
do jakiegoś gównianego hotelu.
Po tym co się stało między mną a
Dannym, nie miałem już ochoty na zabawę, więc po prostu poszedłem
do mojej pryczy i spróbowałem się przespać, co było dość
trudne, kiedy Cameron pieprzył jakąś dziewczynę nade mną. Po
prostu pięknie. Na litość boską kurwa! Mogliby być jeszcze
głośniej! Później zasnąłem myśląc o Dannym.
Następnego dnia obudziłem się dość
późno, a reszta prawdopodobnie jeszcze spała. Wyszedłem z mojego
łóżka i rozejrzałem się. Tour bus wyglądał jak pieprzony
burdel z tymi wszystkimi puszkami po piwie na podłodze. Zrobiłem
sobie przejście, wszedłem do salonu i szybko obrzuciłem go
wzrokiem. Jednak było kilka osób, ale nie Danny.
-Hej, czy ktoś widział Danny'ego? -
wszyscy zaprzeczyli ruchem głowy. Wtedy Sam podszedł do mnie.
-Hej, hej, ty i Danny chyba w końcu to
zrobiliście na imprezie ostatniej nocy – mrugnął do mnie. Sam
był jedynym, który wiedział, że lubię Danny'ego. Pochyliłem się
do niego i szepnąłem:
-Dobrze zaczęliśmy, ale potem mnie
odepchnął i zostawił – poczułem jak moje oczy robią się
mokre. Sam to zauważył, nachylił się do mnie i zamknął w
uścisku.
-On mnie nie lubi, Sam. Nie tak jakbym
chciał – powiedziałem i zacząłem płakać.
Sam zaciągnął mnie do obszaru gdzie
spaliśmy, aby nikt nie widział, że płaczę.
-Jestem pewien, że tak nie jest –
powiedział mi.
-Dobrze, więc dlaczego ode mnie
uciekł?
Sam uśmiechnął się lekko.
-Nie wiem co się dzieje w jego głowie,
ale uwierz mi, że jest chujem jeśli zostawił taką osobę jak ty.
Schowałem twarzy w zagłębieniu szyi
Sama. Wiedziałem, że nie ma we mnie nic specjalnego, nie jestem
przystojny ani nie mam talentu. Jeśli miałbym cokolwiek z tego
Danny by mnie nie odepchnął.
-Okej, w takim razie ty idź się umyć,
a ja zrobię ci jakieś śniadanie - Sam uśmiechnął się do mnie,
a następnie wepchnął mnie do łazienki.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze
.
-Gruby, bezwartościowy, brzydki
kawałek gówna - wyszeptałem do siebie.
Wtedy to zobaczyłem. Niewielki
błyszczący kawałek metalu. Podniosłem go i obróciłem w palcach.
Niewiele myśląc podniosłem go do mojego ramienia i przycisnąłem
do niego. Przeciągnąłem nim wzdłuż mojej skóry. Bolało jak
skurwysyn na początku, ale po chwili poczułem się o wiele lepiej
kiedy ból wylewał się ze mnie. Umyłem maszynkę i odłożyłem ją
na miejsce.
Spojrzałem na moją lewą rękę, a
krwawe czerwone linie składały się w słowo 'bezwartościowy'.
Umyłem rękę i pozbyłem się krwi.
Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na siebie.
Wyszedłem z toalety i poczułem zapach
jajecznicy, który sprawił, że zachciało mi się wymiotować kiedy
Sam przyniósł mi ją na talerzu i mruknął pod nosem, że mam to
zjeść, ale on nie wiedział, że jedzenie po prostu uczyni mnie
grubszym niż już jestem. A potem...kto by mnie zechciał.
Drzwi do tourbusa otworzyły się i
wszedł Danny.
-O, ktoś przyszedł po długiej nocy i
ciężkiej pracy! - James powiedział śmiejąc się.
-Haha, cholernie zabawne –
odpowiedział Danny uderzając Jamesa w tył głowy.
-Au, za co to było? - zapytał
niewinnie James pocierając sobie tył głowy.
-Dla twojej informacji nie pieprzyłem
nikogo tylko zatrzymałem się w motelu, bo nie chciałem słyszeć
waszego pierdolenia się przez całą noc – Danny powiedział na co
ja zareagowałem uśmiechem i poczułem się trochę lepiej. Sam
trącił mnie łokciem i uśmiechnął się do mnie.
-Zobacz, wszystko jest w porządku,
nikogo nie pieprzył, a teraz proszę cię zjedz to, bo się zmarnuje
– nakazał mi Sam.
-Po prostu nie jestem głody, to
wszystko – odpowiedziałem mu.
-Danny, powiedz Benowi żeby coś
zjadł.
Danny popatrzył na mnie, a jego wzrok
dosłownie mnie przeszył, a potem posłał mi słodki uśmiech.
-Ben, zjedz coś.
-Ale ja nie chcę. Nie możecie
zrozumieć, że nie chcę teraz? Potrafię o siebie zadbać.
Danny podszedł i usiadł obok mnie.
-Co się z tobą dzieje? - położył
mi rękę na czole, aby wyczuć temperaturę. To było miłe, jednak
jego dłoń szybko zniknęła. - Jesteś dość ciepły. Dlaczego nie
zdejmiesz bluzy? Jest gorąco.
-Nie, nie, nie. Nie jest mi gorąco,
jest mi dobrze – powiedziałem chcąc brzmieć przekonująco.
-Nie, nie jest. I zjedz to w końcu –
Danny popatrzył na mnie, a następnie chwycił talerz i nałożył
trochę jedzenia na widelec, który skierował wprost do moich ust.
-Ummm...co ty do cholery robisz? -
zapytałem go.
-Cóż, ponieważ nie chcesz jeść,
myślę, że po prostu muszę cię nakarmić – powiedział z
irytującym uśmieszkiem na twarzy.
-Odpierdol się, Danny. Nie jestem
głodny! - wstałem od stołu i wróciłem do części sypialnej.
Danny's pov
Coś było nie tak z Benem. Nigdy
wcześniej się tak nie zachowywał. Chwila, przecież on nie mógł
nic pamiętać z zeszłej nocy! A co jeśli jednak?
Pewnie mnie teraz nienawidzi i myśli,
że jestem jakimś zboczeńcem, który chciał go wykorzystać.
Musiałem z nim porozmawiać. Po około
dziesięciu minutach siedzenia na kanapie zdecydowałem się do niego
iść.
-Umm...Ben, nie śpisz? - nic nie
odpowiedział, ale słyszałem jak próbował stłumić płacz. -
Ben, po prostu chcę z tobą porozmawiać i przepraszam jeśli
zrobiłem coś nie tak. Martwię się o ciebie, to wszystko.
Milczał przez chwilę, a potem
powiedział cichym głosem:
-Martwisz się o mnie?
O cholera, naprawdę powiedziałem mu,
że się o niego martwię. Poczułem, że robi mi się gorąco.
-Tak, myślę, że w pewnym sensie tak.
Ben odwrócił się twarzą w moją
stronę.
-To miło z twojej strony, ale naprawdę
nie ma się o co martwić – powiedział z uśmiechem. Wyglądał
tak uroczo i niewinnie z resztkami łez na policzkach.
-Mogę tu do ciebie wejść? -
poprosiłem. Skinął głową i przesunął się robiąc mi miejsce.
Po prostu leżeliśmy w milczeniu, ale
nie była to krępując cisza. Było w porządku.
Odwróciłem się na bok i spojrzałem
na Bena. Wyglądał na zdenerwowanego. Objąłem go i przytuliłem do
siebie.
-Co się dzieje, Ben? Nigdy nie byłeś
taki w stosunku do mnie. Co się zmieniło? - Ben przybliżył się
do mnie tak, że nasze twarze dzieliły dosłownie centymetry. Łza
potoczyła się po jego policzku. Starłem ją, a jego przyciągnąłem
bliżej siebie. Poczułem jak kładzie mi głowę na klatce
piersiowej.
-To nic takiego. Nie chcę o tym mówić
– czułem jak jego łzy moczą moją koszulkę.
-Dobrze, poczekam tak długo jak będzie
trzeba.
Poczułem, że pokiwał głową, ale
nic nie powiedział. Po prostu leżał i po chwili zasnął.
Wydaje mi się, że to Danny w tym związku jest pasztetem, a nie Benny i jego boska klata xD
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, aczkolwiek brak ruchanka xD
OdpowiedzUsuń