poniedziałek, 26 listopada 2012

PART 2 Self destruction is such a pretty little thing

Standardowo - pewnie dużo błędów.
Ale... odcinek trochę dłuższy :D


~

ODCINEK 2 - SELF DESTRUCTION IS SUCH A 

PRETTY LITTLE THING 




Ben's pov

Dlaczego Danny mnie odepchnął? Myślałem, że mnie lubi. Dobrze, byłem pewien, że lubi mnie jak cholera, a ja nawet nie byłem tak pijany, że można by to nazwać wykorzystaniem.
Zastanawiam się gdzie poszedł. Pewnie do jakiegoś gównianego hotelu.
Po tym co się stało między mną a Dannym, nie miałem już ochoty na zabawę, więc po prostu poszedłem do mojej pryczy i spróbowałem się przespać, co było dość trudne, kiedy Cameron pieprzył jakąś dziewczynę nade mną. Po prostu pięknie. Na litość boską kurwa! Mogliby być jeszcze głośniej! Później zasnąłem myśląc o Dannym.


Następnego dnia obudziłem się dość późno, a reszta prawdopodobnie jeszcze spała. Wyszedłem z mojego łóżka i rozejrzałem się. Tour bus wyglądał jak pieprzony burdel z tymi wszystkimi puszkami po piwie na podłodze. Zrobiłem sobie przejście, wszedłem do salonu i szybko obrzuciłem go wzrokiem. Jednak było kilka osób, ale nie Danny.
-Hej, czy ktoś widział Danny'ego? - wszyscy zaprzeczyli ruchem głowy. Wtedy Sam podszedł do mnie.
-Hej, hej, ty i Danny chyba w końcu to zrobiliście na imprezie ostatniej nocy – mrugnął do mnie. Sam był jedynym, który wiedział, że lubię Danny'ego. Pochyliłem się do niego i szepnąłem:
-Dobrze zaczęliśmy, ale potem mnie odepchnął i zostawił – poczułem jak moje oczy robią się mokre. Sam to zauważył, nachylił się do mnie i zamknął w uścisku.
-On mnie nie lubi, Sam. Nie tak jakbym chciał – powiedziałem i zacząłem płakać.
Sam zaciągnął mnie do obszaru gdzie spaliśmy, aby nikt nie widział, że płaczę.
-Jestem pewien, że tak nie jest – powiedział mi.
-Dobrze, więc dlaczego ode mnie uciekł?
Sam uśmiechnął się lekko.
-Nie wiem co się dzieje w jego głowie, ale uwierz mi, że jest chujem jeśli zostawił taką osobę jak ty.
Schowałem twarzy w zagłębieniu szyi Sama. Wiedziałem, że nie ma we mnie nic specjalnego, nie jestem przystojny ani nie mam talentu. Jeśli miałbym cokolwiek z tego Danny by mnie nie odepchnął.
-Okej, w takim razie ty idź się umyć, a ja zrobię ci jakieś śniadanie - Sam uśmiechnął się do mnie, a następnie wepchnął mnie do łazienki.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze .
-Gruby, bezwartościowy, brzydki kawałek gówna - wyszeptałem do siebie.
Wtedy to zobaczyłem. Niewielki błyszczący kawałek metalu. Podniosłem go i obróciłem w palcach. Niewiele myśląc podniosłem go do mojego ramienia i przycisnąłem do niego. Przeciągnąłem nim wzdłuż mojej skóry. Bolało jak skurwysyn na początku, ale po chwili poczułem się o wiele lepiej kiedy ból wylewał się ze mnie. Umyłem maszynkę i odłożyłem ją na miejsce.
Spojrzałem na moją lewą rękę, a krwawe czerwone linie składały się w słowo 'bezwartościowy'.
Umyłem rękę i pozbyłem się krwi. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na siebie.
Wyszedłem z toalety i poczułem zapach jajecznicy, który sprawił, że zachciało mi się wymiotować kiedy Sam przyniósł mi ją na talerzu i mruknął pod nosem, że mam to zjeść, ale on nie wiedział, że jedzenie po prostu uczyni mnie grubszym niż już jestem. A potem...kto by mnie zechciał.


Drzwi do tourbusa otworzyły się i wszedł Danny.
-O, ktoś przyszedł po długiej nocy i ciężkiej pracy! - James powiedział śmiejąc się.
-Haha, cholernie zabawne – odpowiedział Danny uderzając Jamesa w tył głowy.
-Au, za co to było? - zapytał niewinnie James pocierając sobie tył głowy.
-Dla twojej informacji nie pieprzyłem nikogo tylko zatrzymałem się w motelu, bo nie chciałem słyszeć waszego pierdolenia się przez całą noc – Danny powiedział na co ja zareagowałem uśmiechem i poczułem się trochę lepiej. Sam trącił mnie łokciem i uśmiechnął się do mnie.
-Zobacz, wszystko jest w porządku, nikogo nie pieprzył, a teraz proszę cię zjedz to, bo się zmarnuje – nakazał mi Sam.
-Po prostu nie jestem głody, to wszystko – odpowiedziałem mu.
-Danny, powiedz Benowi żeby coś zjadł.
Danny popatrzył na mnie, a jego wzrok dosłownie mnie przeszył, a potem posłał mi słodki uśmiech.
-Ben, zjedz coś.
-Ale ja nie chcę. Nie możecie zrozumieć, że nie chcę teraz? Potrafię o siebie zadbać.
Danny podszedł i usiadł obok mnie.
-Co się z tobą dzieje? - położył mi rękę na czole, aby wyczuć temperaturę. To było miłe, jednak jego dłoń szybko zniknęła. - Jesteś dość ciepły. Dlaczego nie zdejmiesz bluzy? Jest gorąco.
-Nie, nie, nie. Nie jest mi gorąco, jest mi dobrze – powiedziałem chcąc brzmieć przekonująco.
-Nie, nie jest. I zjedz to w końcu – Danny popatrzył na mnie, a następnie chwycił talerz i nałożył trochę jedzenia na widelec, który skierował wprost do moich ust.
-Ummm...co ty do cholery robisz? - zapytałem go.
-Cóż, ponieważ nie chcesz jeść, myślę, że po prostu muszę cię nakarmić – powiedział z irytującym uśmieszkiem na twarzy.
-Odpierdol się, Danny. Nie jestem głodny! - wstałem od stołu i wróciłem do części sypialnej.


Danny's pov

Coś było nie tak z Benem. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Chwila, przecież on nie mógł nic pamiętać z zeszłej nocy! A co jeśli jednak?
Pewnie mnie teraz nienawidzi i myśli, że jestem jakimś zboczeńcem, który chciał go wykorzystać.
Musiałem z nim porozmawiać. Po około dziesięciu minutach siedzenia na kanapie zdecydowałem się do niego iść.

-Umm...Ben, nie śpisz? - nic nie odpowiedział, ale słyszałem jak próbował stłumić płacz. - Ben, po prostu chcę z tobą porozmawiać i przepraszam jeśli zrobiłem coś nie tak. Martwię się o ciebie, to wszystko.
Milczał przez chwilę, a potem powiedział cichym głosem:
-Martwisz się o mnie?
O cholera, naprawdę powiedziałem mu, że się o niego martwię. Poczułem, że robi mi się gorąco.
-Tak, myślę, że w pewnym sensie tak.
Ben odwrócił się twarzą w moją stronę.
-To miło z twojej strony, ale naprawdę nie ma się o co martwić – powiedział z uśmiechem. Wyglądał tak uroczo i niewinnie z resztkami łez na policzkach.
-Mogę tu do ciebie wejść? - poprosiłem. Skinął głową i przesunął się robiąc mi miejsce.
Po prostu leżeliśmy w milczeniu, ale nie była to krępując cisza. Było w porządku.
Odwróciłem się na bok i spojrzałem na Bena. Wyglądał na zdenerwowanego. Objąłem go i przytuliłem do siebie.
-Co się dzieje, Ben? Nigdy nie byłeś taki w stosunku do mnie. Co się zmieniło? - Ben przybliżył się do mnie tak, że nasze twarze dzieliły dosłownie centymetry. Łza potoczyła się po jego policzku. Starłem ją, a jego przyciągnąłem bliżej siebie. Poczułem jak kładzie mi głowę na klatce piersiowej.
-To nic takiego. Nie chcę o tym mówić – czułem jak jego łzy moczą moją koszulkę.
-Dobrze, poczekam tak długo jak będzie trzeba.
Poczułem, że pokiwał głową, ale nic nie powiedział. Po prostu leżał i po chwili zasnął.  

2 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że to Danny w tym związku jest pasztetem, a nie Benny i jego boska klata xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się, aczkolwiek brak ruchanka xD

    OdpowiedzUsuń